piątek, 24 maja 2013

końcówka maja..


Witam po dłuższej nieobecności..
Mamy już koniec maja.. czas mi tak szybko ucieka, że czasem nawet nie wiem przez chwilę jaki mamy miesiąc.. ale jest tak, gdy jest co robić i gdy dużo się dzieje. Dziś mam ochote słuchać muzyki głośno cały dzień, tak też robie ( przy dźwiękach twenty one pilots ).. jakoś chyba odreagowuje to wszystko co przeżywam. A więc co u mnie? Został mi ostatni tydzień praktyk na pediatrii w mieście, w którym studiuje.. Za mną już kardiologia, ortopedia, chirurgia.. Każdy oddział jest inny, panują inne zasady, inne zwyczaje. Pracowało się różnie.. Już wiem co to znaczy przeżywać prawdziwy stres, gdzie mój optymizm i wrodzone nie przejmowanie się niczym tu nie pomagało. Bywały dni tak nieudane, po których wychodząc ze szpitalnych murów chciało mi się płakać.. Spadałam na ziemię z mych chmur nie raz bardzo boleśnie, łamiąc sobie przy tym skrzydła, w które się uzbroiłam odkąd poszłam na te studia.. Popełniałam błędy, gdzie na 2 roku już takich popełniać nie powinnam, przez co niekiedy wątpiłam w swoje możliwości, i czułam się nie na miejscu. Miałam różne opiekunki.. od takiej, która nazywała nas nusiami, skarbami, i co mi się podobało wołała do każdej roboty, nie tylko przebieranie pampersów, mycie, karmienie, lecz pobieranie krwi, zakładanie venflonów, wyciąganiu cewnika ( akurat nie mi ta funkcja przypadła )  po przenoszenie nieboszczyka na wózek.. Na tym oddziale bardzo przyjemnie mi się pracowało, może czasem troche nużąco, lecz nabyłam praktycznych umiejętności. A opiekunka okazała się ciepłą, cierpliwą i wspaniałą osobą.. pielęgniarką z powołania.. Kolejne dwa oddziały to była prawdziwa szkoła życia. Inna opiekunka, inna specyfika pracy. To co nauczyliśmy się na wcześniejszym oddziale, tu było brane za karygodne, i już na wstępie wszyscy weszliśmy na wojenną ścieżkę z naszą opiekunką.. Mimo szczerych chęci, i tego, że ja bardzo lubię ludzi, potrafię wybaczać, i jestem wyrozumiała to tej kobiety po prostu nie znosiłam.. przez to jaką atmosferę wprowadzała, jak się na nas wydzierała, i jak z nas szydziła, obgadując nas do innych pielęgniarek. Chodziła za nami jak gestapowiec, szukając co znowu źle zrobiliśmy, i za co nas opieprzyć.. Owszem zdarzały się z naszej strony z mojej również duże pomyłki. Pamiętam, że raz miałam iść tylko podłączyć kroplówkę, i przez to, że stała obok mnie ja nie wiedziałam jak mam to zrobić, gdzie już robiłam to co najmniej kilkanaście razy.. Stres na mnie tak działa, że ja nie wiem jak się nazywam.. Gdy tylko ta kobieta się pojawiała za moimi plecami to proste rzeczy stawały się dla mnie nie do przeskoczenia.. Za te wszystkie chore akcje, darcie, i traktowanie nas jak idiotów źle wspominam pracę na tamtych oddziałach, ale jedno trzeba jej przyznać.. przez to wszystko co tam przeżyłam stałam się bardziej zdyscyplinowaną osobą.. Aktualnie jestem na pediatrii, pracujemy z dziećmi, jest przyjemnie, a opiekunkę mamy na prawdę w porządku. Trzyma nas na dystans, czasem ochrzani, ale jest wyrozumiała, i traktuje nas jak studentów, a nie jak ludzi, którzy urodzili się z wiedzą medyczną. Lecz nie patrząc na te wszystkie minusy i smuty wyżej opisane będąc na 2 roku pielęgniarstwa przyznaje, że nadal ciągnie mnie w tym kierunku, i chcę kiedyś być pielęgniarką ! Przyznam również, że gdy miałam te gorsze i cięższe dni myślałam sobie, że może faktycznie się nie nadaje, że jestem za tępa, za powolna.. Czasem mam takie przemyślenia, myślę wtedy sobie czemu niektórzy są jacyś bardziej ogarnięci, szybciej coś łapią a mi przychodzi to trochę później ? No i nie znam odpowiedzi, taka widocznie jestem.. Zawsze byłam przeciętniakiem ;)  Nie zniechęca mnie to.. bo bardzo mi zależy na tym, by ta szkołe skończyć, by móc kiedyś ten zawód wykonywać, choć wiem, że jeszcze wiele pracy przede mną. Nie zniechęciło mnie do tej pory to wszystko co widziałam.. a widziałam już trochę.. Jedyne co mnie w tej pracy razi, to atmosfera jaką wprowadzają ludzie, z którymi trzeba pracować.. to dla mnie byłoby największym minusem i największym koszmarem, gdybym dzień w dzień musiała przebywać z ludźmi, którzy już dawno ludzcy nie są.. Tak wiele zależy od tego jakie osoby tworzą zespół, w którym przychodzi nam pracować.. Tyle przez te już prawie 2 lata ludzi się przewinęło przez moje życie.. tych nieprzyjemnych całe szczęście mniej.. więcej tych drugich :) .. fajnych pielęgniarek jak i pielęgniarzy! którzy brali nas pod swoje skrzydła, pokazywali co i jak, rzucali na głęboką wodę.. Miło wspominam ortopedie, i to, że mogłam tam dwa razy gipsować rękę.. oraz dwa razy wyciągnąć dren z rany. Na ortopedii działo się dużo ciekawych historii, i  poznało się kilku wyjątkowych ludzi, którzy wryli się w pamięć.. Czasem myślę sobie jak niektórych losy się potoczyły, czy doszli do siebie, czy już chodzą, czy już wszystko gra.. Ortopedia póki co najbardziej przypadła mi do gustu, specyfika pracy tam, może też różnorodność wiekowa pacjentów, od 18letnich po starszych ludzi, i rodzaj wykonywanych czynności, tj zmienianie opatrunków, gipsowanie itd.. Przyznam, że i na pediatrii mi się podoba, praca z dziećmi całkiem inna.. Dzieci są fajne :) Każdy z nas powinien mieć coś z dziecka!  Ja oczywiście mam słabość do tych pokrzywdzonych.. Mięliśmy chłopaka z domu dziecka i już mnie do niego ciągnęło.. już chciałam z nim zagadać, pożartować i go poznać.. A gdy mięliśmy na chirurgii starszego pana z DPS-u, to serce mi pękało gdy go widziałam, był taki.. kochany.. ciągle miał smutną minę, jakby mu się płakać chciało, leżał zwinięty w kłębek, zmartwiony.. Nie był na mojej sali, ale od czasu do czasu zaglądałam do niego, uśmiechałam się i mówiłam " będzie dobrze ", łapiąc go za rękę.. on lekko odwzajemniał uśmiech.. Takich ludzi mi szkoda, chciałabym ich wszystkich przytulić, kochane pury.. skrzywdzone przez los.. Lecz nie myślcie, że jestem taką ciepłą kluchą, wcale tak nie jest.. nie do wszystkich pałam sympatią i darzę uśmiechem, niektórzy pacjenci bywają bardzo irytujący.. ale o tym, już kiedy indziej napiszę..
Nadal mam w sobie to uczucie, że coś musze zrobić dla świata, praktyki tego nie zaspokoiły jak na razie..Biegniemy dalej, Został ostatni tydzień na pediatrii i wracam do rodzinnego miasta, nie tylko na wakacyjne praktyki, ale co gorsze.. wyprowadzam się ze stancji, od moich kochanych wariatek :( Będę na 3 roku dojeżdzać.. Niestety przyszedł czas na zmiany.. to nieuniknione. Jeszcze nie chce o tym myśleć, jeszcze ten jeden, ostatni tydzień w domu, w których pachnie stęchlizną, w łóżku, w którym lepiej się wysypiam niż w swoim własnym, z obiadem podgrzanym na ulubionej patelni Jagny, pod prysznicem, z którego leci woda gorąca na zmiane z zimną, i z tymi kochanymi osóbkami, z którymi tyle się przez ten czas ośmiałam, które stały mi się takie bliskie.. Jeszcze tydzień.

p.s  28.06.2014r... zgadnijcie co się wtedy ma wydarzyć ;) ...

1 komentarz:

  1. Tak Ci pozazdroszcze, ze tyle sie u Ciebie dzieje, choc nie akurat szpital bym wybrala, bo jego akurat mam juz ponad wsyzstko, ale ogolnie.. ;) CVzekam na takie zawirowanie w moim zyciu, zeby nie miec czasu na nic, bo lubie ten czas, mimo narzekania. A do do Twojego PS, to sie domyslam i mam nadzieje, ze czekacie z niecierpliwoscia, pozdrawiam :):*

    OdpowiedzUsuń